Wojtek Blecharz

Recepcja

wojtek-blecharz autor zdjęcia: Joerg Letz

Całkowitą swobodę fantazji, niezależność od konwencjonalnych chwytów i stereotypowych ujęć, udowodnił Wojciech Blecharz, którego „Hypopnea” (2010) na akordeon solo była najważniejszą festiwalową premierą. Muzyka wywiedziona w całości z możliwości technicznych i wyrazowych akordeonu, ukazała jego nieznane oblicze jako instrumentu mikrotonowego i przestrzennego. To już nie tylko mikrointerwalika, ale także glissanda, stłumione dźwięki, warczenie, sapanie, burczenie (jak dziwne monstrum) o niewiarygodnej sile ekspresji. Blecharz podszedł do zadania niezwykle twórczo, dokładnie przestudiował naturę akordeonu i odnalazł jego nieznany potencjał. [...] Narrację skonstruował w sposób zaskakujący, pełen nieoczekiwanych zwrotów.  Jeśli Andrzej Krzanowski wprowadził akordeon do nowej muzyki, to Wojciech Blecharz stworzył jego nową poetykę. Po „Hypopnea” muzyka akordeonowa już nie będzie ta sama.

Monika Pasiecznik, www.dwutygodnik.com/artykul/1206-musica-polonica-nova-2010-tydzien-pierwszy.html

Jeżeli miałbym wskazać coś wspólnego i specyficznego, co niezmienne na przestrzeni tych paru lat i kilkunastu utworów Blecharza na poziomie brzmienia, to byłaby to motoryka. Tak „Airlines”, jak i „Torpor”, „Phenotype” czy „Means of Protection” poruszane są wyrazistym rytmem, czasem zaskakująco – jak na złożoną muzykę współczesną – prostym, z regularnym metrum (czwór-, pięciodzielnym). Ale też, co znamienne, ów gorączkowy rytm ulega zaburzeniom i zatrzymaniom, krztusi się, podobnie jak akordeon w „Hypopnei”. To frenetyczna ruchliwość zaaferowanego myśliciela czy niespokojnej duszy albo… psychicznie chorego. Z kolei na poziomie idei wspólne i specyficzne jest używanie przez Blecharza krótkiego tekstu-motta (mantry, wiersza, zdania) jako determinanty wielu elementów dzieła, co najklarowniejsze jest w „-onym”, „Torpor” czy „k_an”. Takie przyporządkowanie liter do dźwięków rodzi oczywiście skojarzenia z utopijną próbą Oliviera Messiaena z organowych „Méditations sur le Mystère de la Sainte Trinité”. Ale konteksty dla muzyki Wojtka Blecharza są zgoła inne, choć nie takie proste do wskazania: może tradycja amerykańska z empirycznym eksperymentem i repetytywizmem, może niemieckie preparowanie instrumentów i kodowanie; kompozytorzy tacy, jak Gérard Grisey, Georges Aperghis, Enno Poppe, Michel van der Aa. A przy tym Blecharz pozostaje kompozytorem zaskakująco – jak na młody wiek i dominujące mody – oryginalnym i niezależnym.

Właśnie owo czytelne i głębokie połączenie – osobistych motywów z abstrakcyjną strukturą, a następnie oryginalnym brzmieniem – stanowi o sukcesie Wojtka Blecharza, który omija mielizny muzyki współczesnej, ograniczającej się zazwyczaj do jednego z tych elementów. Na jego drodze wiele się jeszcze może zdarzyć i sam podróżnik bynajmniej nie zna jej celu, co oznacza, że dołączenie doń będzie wspaniałą przygodą.

Jan Topolski, www.dwutygodnik.com/artykul/4198-muzyka-21-wojtek-blecharz.html

 

Odkrywanie tajemniczych wnętrz, balansowanie na granicy horroru – cały wokabularz wybranych nurtów kultury współczesnej jest w Transcryptum podstawą komunikacji, co daje nareszcie uczucie, że nie poruszamy się w operowej rupieciarni (choć właśnie w niej się poruszamy). Wrażenie rozogniskowania miejsca i czasu akcji (nie “akcji dramatycznej”, która jest pretekstowa, ale akcji wykonania) splecione jest z rozogniskowaniem treści: poznajemy ją w kwantach. Podobnie jest w komputerowej grze przygodowej lub alternate reality game, gdzie wrzuceni zostajemy w (nie)rzeczywistość i naszym zadaniem jest odkryć, czego ona od nas oczekuje. Szereg niewielkich ekranów w sali prasowaczek, kreślących przyczynki do historii, i zapierający dech w piersiach, ogromny obraz wyświetlony na wewnętrznej ścianie widocznej przez okno – zmiana skali to właśnie tego rodzaju chwyt, a Blecharz przenosi go z wirtualności do realności.

 Antoni Beksiak, www.baskak.pl/2013/08/16/wieloswiat/

„Transcryptum" wpisuje się w nowe poszukiwania, odwołuje się do wrażliwości odbiorcy, czyniąc go niemal współtwórcą opery. Wyobraźnia dźwiękowa Blecharza wydaje się nie mieć granic. Jeśli nie zostanie na dłużej w operze, jedno udowodnił: świetnie potrafi wykorzystać rozmaite przestrzenie, by jego muzyka zabrzmiała jak najciekawiej.

Jacek Marczyński, www.rp.pl/artykul/1013511.html

Zmysł dramaturgiczny Blecharza, który objawił się już na początku dzieła w utworze K’an na steal drum i ok. 120 drewnianych patyczków, budzi ogromny podziw. W sposób mistrzowski kompozytor, a i w tym przypadku reżyser i librecista w jednym, budował napięcie, mając tak ograniczone środki wyrazu. W dalszej części opery odsłaniał kolejne elementy historii, kolejne cząstki traumy. Efekt pracy Blecharza, scenografki, Ewy Marii Śmigielskiej, i odpowiedzialnego za neony i instalacje świetlne Wojciecha Pusia był wprost zdumiewający.

Grzegorz Dąbrowski, www.meakultura.pl/recenzje/warszawa-kompozytor-pogryzl-dyrektora-i-nie-tylko-588

Foto: Jacek Poremba dla "Ruchu Muzycznego"

Tekst: Grzegorz Dąbrowski

Zobacz inne artykuły w kategorii Kompozytorzy 70'-80' »

Przeczytaj również

Patroni medialni
Partnerzy
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.