Wojciech Ziemowit Zych

WYPOWIEDZI WŁASNE

wojciech-ziemowit-zych

Pisanie muzyki jest dla mnie wyrazem tego czegoś, co we mnie - jak wierzę - autentyczne, wyrazem tej lepszej cząstki mnie. Dlatego nie traktuję bycia kompozytorem jako działalności usługowo-handlowej, ponieważ taka postawa może zepsuć gust kompozytora. Komponowanie jest drogą przez życie, jaką wybrałem, pójściem za każdym razem za impulsem wewnętrznego imperatywu. Moim celem jest napisanie arcydzieła, ale rozumiem, że cel ten jest iluzoryczny, a kryteria tego, czym jest arcydzieło - zmienne i chwiejne. Być może nigdy mi się to nie uda. Mimo to, wierzę, że pisanie muzyki może zmienić mnie samego na kogoś być może lepszego. Staram się cały czas doskonalić to, co już potrafię w sensie warsztatowym, a więc staram się wciąż uczyć czegoś nowego.

Z artykułu Macieja Jabłońskiego, Umysł wrzący, "Ruch Muzyczny", 2011.

 

Ja sam szukam odpowiedzi na pytanie kim jestem, skąd przychodzę, gdzie jest moje miejsce, jak powinienem przeżyć swoje życie i temu też służy moja muzyka, to znaczy właśnie szukaniu odpowiedzi na to pytanie o sensie filozoficznym czy parafilozoficznym. To jest dla mnie cały czas dla mnie ważny temat i z jednej strony staram się rozwijać środki muzyczne, ale drugiej strony cały czas stawiać pytania o kondycję ludzką rozumianą jako kondycję moralną, jako pewne zobowiązanie wobec innych ludzi, wobec świata, samego siebie. Jest  to pytanie szukanie odpowiedzi jak żyć i  jakim być człowiekiem, dzisiaj w świecie, w którym następuje wiele przewartościowań tradycyjnie rozumianych wartości. Postulat szukania na nie odpowiedzi jest dla mnie aktualny, nawet coraz bardziej aktualny.

Z wywiadu radiowego z Ewą Szczecińską, Program Drugi Polskiego Radia, 27.05.2009.

 

Coraz bardziej mnie fascynuje i bliska jest mi taka sytuacja utworu, której nie da się ująć i sprowadzić do jednej płaszczyzny […] czy też do bezpośredniego, konkretnego przekazu. To mnie fascynuje w muzyce, taka niedefiniowalność, ten charakterystyczny cień rzucany przez utwór, który jest niejednoznaczny […] O tworzenie takiej sytuacji niejednoznacznej mi chodzi, sytuacji która będzie  ekspresyjna, ale możliwa do odczytania na wiele różnych sposobów. […] To co jest esencją sztuki to właśnie niejednoznaczność, metaforyczność działań i również dzieł sztuki . Powoduje ona pewną glebię  ekspresyjną […] która wynika z tego światłocienia dzieła sztuki. Wypowiedź szeptem może dzisiaj być bardziej ekspresyjna niż głośny krzyk, duże decybele. Aczkolwiek to nie znaczy, że muzyka nie powinna używać całej gamy środków jakie już są do dyspozycji, oczywiście, że tak. Wierzę w subtelność.

Z wywiadu z Ewą Szczecińską, Program Drugi Polskiego Radia, 27.05.2009.

 

Chciałbym żeby sztuka dawała człowiekowi jakikolwiek fundament – nie złudną nadzieję – żeby towarzyszyła życiu , a nie pokazywała , że ono nie ma sensu z zewnętrznej perspektywy kosmosu.  Boję się takiego nihilizmu, nie jest on mi bliski i nie chciałbym czegoś takiego w mojej muzyce. Chcę żeby to, co robię było bliskie człowiekowi  w umowny sposób, aby wyrażało humanistyczny pierwiastek. Coś co jest emocją, co  daje oparcie… jest jakby emocjonalnym zwierciadłem. To może być celem muzyki.

Z wywiadu z Barbarą Bogunią, 25.10.2013 (archiwum Autorki).

 

Poważna sztuka to taka, która daje rodzaj wartościowego przeżycia i nigdy nie zostawia odbiorcy z poczuciem chaosu,  nie jest on „rzucony w świat i pozostawiony”. Sztuka daje poczucie ładu, jakiegoś zbudowania. Daje konstrukcję , a nie destrukcję. Wierzę, że projekcja emocjonalna daje poczucie sensu. Jeśli obcuję ze sztuką, która wywołuje wrażenie bezsensu to jest to zła sztuka dla mnie, powstaje we mnie poczucie zawodu. Jeśli jednak  daje ona poczucie sensu, wartościowego przeżycia  - nieważne czy radosnego czy smutnego - to jest ona moim zdaniem pozytywna, konstruktywna.

Z wywiadu z Barbarą Bogunią, 25.10.2013 (archiwum Autorki).

 

Moim dążeniem jest pisanie muzyki skomplikowanej. Nie ma twórczości bez wyrafinowania. Oczywiście, oprócz najlepszego możliwego warsztatu, potrzebny jest impuls w postaci jakiegoś głębokiego muzycznego przeżycia. Nie produkuję suchych nut na papierze, tylko daję wyraz mojej potrzebie ekspresji, stąd też taka, a nie inna notacja. Uważam, że wyrafinowanej i wielobarwnej muzyki nie da się zapisać w prosty sposób, jeśli oczywiście nie chcemy mówić o improwizacji.

Z wywiadu z Piotrem Roemerem, Teoria Muzyki.Studia, interpretacje, dokumentacje, 2013.

 

Uważam popkulturę za zło dlatego, że zabija w ludziach wrażliwość na obcowanie z abstrakcją, daje im od razu gotowy produkt, tak by nie musieli myśleć, rozwijać się, tylko od razu weszli na moment w przyjemny nastrój, albo odreagowali agresję przy dużej dawce decybeli.

Z wywiadu z Ewą Szczecińską i Janem Topolskim, "Glissando", 2005.

Z wywiadu z Ewą Szczecińską i Janem Topolski, Glissando, 2005

W sztuce najbliższa jest mi postawa humanistyczna, nie technologiczna; a ściśle rzecz ujmując: antropocentryczna. Jeśli czegokolwiek od sztuki oczekuję, to tego, że powie mi coś ważnego o mnie samym, o człowieku, o czasie, w którym żyję.

O Koncercie na klarnet basowy i orkiestrę, (2003)

Na napisanie przeze mnie Koncertu na klarnet basowy i orkiestrę miał na pewno wpływ fakt, że uczyłem się gry na klarnecie w klasie Beniamina Przeździęka w Liceum Muzycznym w Białymstoku. Jako eks-klarnecista mogłem bowiem, przystępując do pracy nad utworem, wykorzystać bezpośrednią znajomość problemów wykonawczych wspólnych dla całej rodziny klarnetów, w tym także klarnetu basowego. Jednak dopiero podczas studiów kompozytorskich uroda brzmienia i wirtuozowskie możliwości klarnetu basowego zainteresowały mnie w sposób szczególny. Sam utwór, pod względem obsady i czasu trwania gatunkowo bliższy jest zapewne symfonii koncertującej, że względu na istotną rolę całej orkiestry w dużej obsadzie oraz poszczególnych jej instrumentów. Solista w pierwszej części nieustannie zmaga się z orkiestrą, walczy o możliwość mówienia odrębnym głosem wobec zbiorowości, bowiem dąży ona nieustannie do zagłuszenia go, odebrania mu prawa do indywidualnego głosu. Mimo to, tak jak w każdej zbiorowości, niektóre jednostki, wyłaniając się z masy, starają się wejść z solistą w rozmaite relacje, z różnym skutkiem. O próbach budowania takich indywidualnych relacji traktuje w dużej mierze część druga, Adagio, w której, w przeciwieństwie do pierwszej, dominują małe, kameralne obsady lub pojedyncze instrumenty towarzyszące soliście. Część ta nie jest wszakże pozbawiona dramatyzmu. Jednak zwolniony czas przepływu muzyki oraz delikatna aura brzmienia metalicznej perkusji, harf nastrojonych w różnicy ćwierćtonu czy rozstrojonego pianina składać się w moim założeniu miały na jej charakter onirycznej fantazji.

(W.Z. Zych, źródło: www.pwm.com.pl).

Nagranie utworu przez Michała Górczyńskiego z towarzyszeniem Orkiestry Opery i Filharmonii Podlaskiej pod dyrekcją Przemysława Fiugajskiego ukazało się na płycie DUX 0722 Wojciech Ziemowit Zych Utwory orkiestrowe).

O Poruszeniach woli (2006)

Poruszenia woli trwają zaledwie około 8 minut, tytułem utwór nawiązuje do jednego z dwóch kluczowych pojęć filozofii Artura Schopenhauera woli rozumianej przez tego filozofa jako ślepa siła, według niego będąca podstawą życia, życia rozumianego jako wola istnienia, ale też źródło cierpienia istot żywych która nie ma poza samą sobą żadnego innego celu, niż ustawiczne i bezustanne dążenie, ciągły ruch, działanie, podtrzymanie życia. W utworze paralelą z tym dążeniem jest model gestu dźwiękowego, budowanego w różnych wariantach orkiestrowego tutti: nabrzmiewanie i kulminacyjne, gwałtowne, spiętrzone dążenie muzyki do punktu kulminacyjnego, po czym proces odwrotny opadanie muzyki, wybrzmiewanie, zwalnianie i wyciszanie. Można by użyć odległego porównania tego dwufazowego modelu dramaturgii muzycznej do wdechu i wydechu. Jednakże, pomimo że wdech i wydech następują po sobie w przewidywalny, naprzemienny sposób, ich długość oraz energia za każdym razem mogą być różne, nieprzewidywalne. Podobnie w muzyce każde następne poruszenie woli ma swoją odrębną specyfikę, może to być gwałtowna faza kulminacyjnego wdechu i łagodna, wydłużona faza wydechu, lub odwrotnie. Za każdym razem nieco inna jest też instrumentacja. Niekiedy następuje też przełamanie tego cyklu oddechowego w postaci zawieszenia, lub pauzy generalnej, której analogią byłoby być może powstrzymanie wdechu lub wydechu. Dwukrotnie w utworze cykl oddechowy zostaje zawieszony, anulowany przez pojawiającą się statyczną, niemal nieruchomą płaszczyznę brzmieniowego jeziora z migoczącymi barwami czelesty, smyczkowych flażoletów, harf, fortepianu i perkusji. Drugie i ostatnie pojawienie się tej brzmieniowej płaszczyzny przemienia się w ostatni z gestów oddechowych, jednak nie prowadzi on do ostatecznej i potężnej kulminacji, lecz łagodnie wygasa, zamykając utwór. 

(W.Z.Zych, wstęp do utworu, źródło: http://www.pwm.com.pl)

O Różni (2007-2010)

Przyjąłem jako punkt wyjścia właśnie 'czynny i żywy rozdźwięk' [wg Derridy]. Chciałem pierwotnie, aby była to symboliczna i bardzo osobista apostrofa, ale oprócz tego stała się także pewną epoką w moim życiu i jednocześnie jej autobiograficznie nasyconym zapisem. Jednocześnie też procesem i summą kompozytorskiej, artystycznej, ale i osobistej, ludzkiej drogi dojrzewania.

(W.Z.Zych, ze wstępu do utworu, Przewodnik 53. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Wspołczesnej „Warszawska Jesień”, red. Ewa Radziwon-Stefaniuk, Elżbieta Szczepańska-Lange, Warszawa 2010).

 

autorka zdjęcia: Natalia Szułdrzyńska

Tekst: Barbara Bogunia

Zobacz inne artykuły w kategorii Kompozytorzy 70'-80' »

Przeczytaj również

Patroni medialni
Partnerzy
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.