Paweł Mykietyn

TWÓRCZOŚĆ

pawel-mykietyn

Estetyczna warstwa moich kompozycji jest mniej istotna. Mnie, jako kompozytora najbardziej interesują kwestie czysto techniczne, warsztatowe. […] Oczywiście nie uważam, żeby pisanie muzyki wyłącznie spekulatywnej, pozbawionej warstwy intuicyjnej miało sens. […] trzeba znaleźć rozsądne proporcje między matematyką a spontanicznością. Ale dla mnie ta faza spekulatywna, daje możliwość zaskoczenia samego siebie. Tworzę jakieś prawo, potem przekładam je na muzykę i efekt, który powstaje jest niemożliwy do osiągnięcia w inny sposób – ani poprzez improwizację, ani czystą intuicyjność[1].

Słowa Pawła Mykietyna wypowiedziane w 2006 roku mogą być świetną wskazówką dla chcących zrozumieć jego twórczość, a jednocześnie prowadzić na manowce. Mogą wiele rozjaśnić i wiele skomplikować w takim samym stopniu. Jak bowiem zabierać się do analizowania jego twórczości, skoro warstwa estetyczna nie jest najważniejsza? Jak dotrzeć do skrzętnie ukrytej struktury leżącej u podstaw większości jego utworów bez pomocy kompozytora? Czym się kierować, jeśli nie samym brzmieniem – mamy przecież do czynienia z muzyką? Te pytania powracają natrętnie podczas kolejnych prawykonań kompozycji Pawła Mykietyna i nie dają o sobie zapomnieć. Próba klasyfikacji, dzielenia twórczości na okresy i sprowadzania grup kompozycji do wspólnego mianownika, tak bardzo przydatna badaczowi, staje się niemal niemożliwa. Gdzie bowiem znaleźć wspólny mianownik, gdy próbujemy zestawić ze sobą napisane w ostatnim czasie – Wax Music i Koncert fletowy?

Początki

Dla urodzonego w 20 maja 1971 roku w Oławie kompozytora tworzenie muzyki było najbardziej naturalną formą jej uprawiania. Komponować zaczął jeszcze zanim rozpoczął formalną edukację muzyczną. Jak poszedłem do szkoły muzycznej na klarnet, okazało się, że nikt nie komponuje, a ja żyłem w przeświadczeniu, że każdy. W zasadzie pisałem ciągle. Pod koniec nauki w liceum napisałem kilka większych form – były w zasadzie neoklasyczne. Pisałem też utwory totalnie modernistyczne, sonorystyczne – później już nigdy takich nie napisałem - wspomina. Ważnym przystankiem na muzycznej drodze był dla niego Wrocław, gdzie rozpoczął poważną muzyczną edukację w średniej szkole muzycznej. Tam właśnie otrzymał pierwsze wskazówki dotyczące instrumentacji, harmonii i tego jak zapisywać pomysły od Andrzeja Kosendiaka, dziś dyrektora Narodowego Forum Muzyki.

Na studia wybrał się do Warszawy, do Włodzimierza Kotońskiego. Wtedy też poznał Pawła Szymańskiego i jego muzykę – do dziś przyznaje, że to była jego największa muzyczna fascynacja. Wcześniej chętnie słuchał muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego.

Mocne wejście

Kariera Pawła Mykietyna rozpoczęła się bardzo szybko, już podczas studiów z sukcesem debiutował na festiwalu „Warszawska Jesień”. W kolejnych latach prezentował swoje kompozycje z powodzeniem także na arenie międzynarodowej. Za swoją kompozycję 3 dla 13 Paweł Mykietyn zdobył pierwszą nagrodę na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów (w swojej kategorii wiekowej). Kompozyje można posłuchać TUTAJ. Rok później zdobył I lokatę na Międzynarodowej Trybunie Muzyki Elektroakustycznej za Epiforę na fortepian i taśmę.

Utwory zaliczane do tzw. pierwszego okresu twórczości Pawła Mykietyna wydają się estetycznie bliskie muzyce Pawła Szymańskiego. Słuchacz odnajdzie w nich wyraźne nawiązania do tradycji – w postaci tonalnych akordów, a nawet ich następstw, klasycznych form, dzięki czemu poczuje się bezpiecznie. Ten błogi stan nie będzie trwał długo, bo kompozytor nie pozwoli mu się zadomowić w dobrze znanych zakątkach, będzie wytrącał z tonalnej równowagi, obśmiewał konwencję – jak w Koncercie fortepianowym, w którym kadencję grają… skrzypce. Klasyczne nawiązania ukazane w krzywym zwierciadle w twórczości Pawła Mykietyna z lat 90. łączą się z elementami minimal music. Powtarzanie, zapętlanie wątków czyli to, co kryje się za określeniem muzyka repetytywna odnajdziemy już w jednej z pierwszych kompozycji - … choć doleciał Dedal z 1990 roku. Ważniejsza wydaje się jednak gra z konwencjami, zabawa z muzyką przeszłości, postmodernistyczna gra z przyzwyczajeniami i utartymi schematami, jakie w głowie każdego słuchacza pozostawia choćby przelotny kontakt z tzw. muzyką poważną. Mykietyn żongluje konwencjami, zostawia słuchaczowi różne drogowskazy, by później z rozbrajającym uśmiechem wywieźć go w pole. W fazie poprzedzającej komponowanie – czyli stawianie konkretnych nut na papierze – nie ma jednak mowy o zabawie. Jest ścisła koncepcja, misternie skonstruowany plan, który jest podstawą do dalszej pracy.

 Koncert fortepianowy

Na przełomie 1999 i 2000 roku powstaje jedna z najważniejszych kompozycji Pawła Mykietyna, którą wielu badaczy uważa za zwieńczenie pierwszego okresu twórczości. Sonety Szekspira pełne są aluzji do muzycznej przeszłości – z części z nich słuchacz zdaje sobie sprawę, część pozostaje dla niego ukryta  - jak kanon kołowy w III Sonecie Music to hear, why hear’st Thor hast thy will? Analizowanie 6 części cyklu przynosi więcej ciekawych odkryć, ale przede wszystkim uwodzi pięknem sama muzyka – chwytająca za gardło, nie tylko zachwycająca konceptem – głos solowy to męski sopran i mistrzowskim operowaniem formą. Sonety niosą duży ładunek emocjonalny, nie są tylko zabawą. Może dlatego tak świetnie fragmenty cyklu sprawdziły się w innej roli, niż ta zamierzona przez kompozytora, i stały się częścią ścieżki dźwiękowej Tataraku Andrzeja Wajdy.

Nowy mikrotonowy świat

Zmiana jaką przyniósł w twórczości Pawła Mykietyna kolejny cykl wokalny, stała się dla wielu obserwujących uważnie jego twórczość punktem zwrotnym. Oto otwiera się nowa epoka, w której kompozytor zmienia swój język muzyczny w bardzo wyraźny sposób. Zmianę zwiastuje użycie mikrotonów – po raz pierwszy pojawiają się w Klave na klawesyn i orkiestrę, później także w Akcie, Sonacie na wiolonczelę i cyklu Ładnienie do wierszy Marcina Świetlickiego na baryton, klawesyn w stroju mikrotonowym i kwartet smyczkowy. Zmiana języka muzycznego, przeniesienie w świat brzmień nieoczywistych, bo takich do których nasze ucho obcujące zazwyczaj z dwunastoma równymi półtonami nie jest przyzwyczajone, jest duża i mała jednocześnie. Duża, bo nie odnajdziemy w Ładnieniu, późniejszej Sonacie dobrze znajomych akordów, zwrotów harmonicznych tak typowych dla wcześniejszych kompozycji. Mała, bo przecież wciąż mamy do czynienia z tym samym twórcą – bardzo uważnie czytającym tekst, który bierze na warsztat. Tym razem jednak do słuchaczy dociera on w zupełnie innej postaci, niż w pisanych kilka lat wcześniej sonetach. Poszczególne słowa i sylaby wydobywają się z ust śpiewaka w taki sposób, jakby składanie zgłosek sprawiało mu trudność, jakby kompozytor chciał odtworzyć proces rodzenia się mowy. Jakże podobnie zaczyna się spektakl Bachantki Krzysztofa Warlikowskiego (z muzyką Pawła Mykietyna), w którym na samym początku obserwujemy zmagania Dionizosa z ludzkimi odgłosami, które dopiero po kilku minutach przypominają słowa. Mikrotonalna aura towarzysząca solowemu barytonowi dyskretnie towarzyszy, odrealniając tekst jeszcze bardziej.

W 2006 roku powstaje kolejne mikrofonowe arcydzieło – II Kwartet smyczkowy pisany na zamówienie Festiwalu Muzyki Polskiej dla Kronos Quartet. Delikatna struktura tej kompozycji chwilami przywodzi na myśl brzmienia elektroniczne, choć pozbawiona jest jakiejkolwiek ingerencji w akustyczne instrumentarium. W tym samym roku powstaje także Sonata na wiolonczelę solo dla Andrzeja Bauera. Dwa lata później, doświadczenia zdobyte w tych kompozycjach, zaowocują wspaniale w chyba najważniejszej, jak dotąd, polskiej kompozycji XXI wieku – Pasji wg św. Marka.

Kompozytor w teatrze

Matematyczne wyliczenia, tworzenie skomplikowanych modeli strukturalnych dla autonomicznych kompozycji to tylko jedna z metod pracy Pawła Mykietyna. Jego muzyka teatralna i filmowa powstaje zupełnie inaczej. Od kilkunastu lat kompozytor współpracuje z Krzysztofem Warlikowskim, praca kompozytora w teatrze tego reżysera nie polega na dostarczaniu gotowych dźwiękowych tapet, ale na współtworzeniu spektaklu od początku do końca. Paweł Mykietyn uczestniczy w próbach, podczas nich improwizuje, szuka muzycznych pomysłów, sprawdza je na gorąco. W jednym z wywiadów mówił: Muzyka autonomiczna powstaje zupełnie inaczej. Często jest to walka z samym sobą, przy biurku nad papierem nutowym. Jednak te dwa światy tylko pozornie się nie przenikają. Wiele muzycznych pomysłów, które narodziły się w teatrze, trafia do muzyki autonomicznej i odwrotnie. Elektroniczny wybuch, którym rozpoczyna się Epifora na taśmę, otwiera spektakl Bachantki Krzysztofa Warlikowskiego. Grany na chińskim oboju motyw przewodni jednej ze scen Aniołów w Ameryce, nieco zmieniony powraca w Pasji według św. Marka w partii saksofonu. Właśnie w tej kompozycji teatralny zmysł Mykietyna sprawdził się znakomicie, choć źródłem inspiracji dla formy utworu był film Nieodwracalny. Historię męki i śmierci Chrystusa kompozytor opowiada nam od końca do początku. Zaburza chronologię, ale przecież i tak znakomicie ją znamy. Utwór to wielka retrospekcja, w której najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego ludzie zabili Boga? W warstwie muzycznej Pasja stanowi genialne połączenie najważniejszych odkryć Mykietyna. Można w niej odnaleźć delikatne mikrofonowe struktury, podszywające się pod tonalność harmonie, orientalne linie wokalne, a nawet elektryczne gitary (czyżby echo młodości?). Partię Chrystusa Mykietyn powierzył głosowi kobiecemu – śpiewa ją mezzosopran, kobietą jest też Judasz – w tej roli głos biały, tylko Piłat to mężczyzna, ale w tej partii nie występuje śpiewak, tylko recytator.

Ciekawym przykładem zacierania granic między twórczością autonomiczną a teatralną są Dwa wiersze Miłosza zaprezentowany po raz pierwszy na festiwalu Sacrum Profanum w 2011 roku. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy bliżej tej propozycji do teatru czy sali koncertowej. Dwa wybrane przez kompozytora wiersze polskiego noblisty recytuje dwoje aktorów. Przewrotnie wybrane teksty - Biedny chrześcijanin patrzy na getto i Uczciwe opisanie samego siebie nad szklanką whisky na lotnisku, dajmy na to w Minneapolis – niespodziewanie wchodzą ze sobą w dialog. Muzyka, sącząca się w tle jest dyskretnym uzupełnieniem tej nietypowej rozmowy. Tłem, a nie kontrapunktem, czy komentarzem do wypowiadanych słów. Za wypowiedź teatralno-muzyczną trzeba też uznać Króla Leara – który choć w spisie kompozycji widnieje jako musical, to jednak od wszystkiego, co się może kojarzyć z tym gatunkiem jest bardzo odległy. Na warsztat wziął tekst jednej z najwyrazistszych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnego teatru Rodrigo Garcii, który opowiada raczej o rozpadzie świata, niż nawiązuje do szekspirowskiego pierwowzoru. Tekst Garcii chwilami jest dość drastyczny, a forma mojego utworu dziwna. We współczesnych operach zazwyczaj mamy wielkie partie śpiewane i tylko czasem ktoś coś mówi, strasznie mnie to denerwuje, chociaż w swojej operze „Ignorant i szaleniec” regularnie to popełniałem. Ten utwór w dużej mierze jest mówiony, nazywam go musicalem, żeby się nikomu z grona znawców opery nie narazić[2] – mówił kompozytor w wywiadzie jeszcze przed prawykonaniem.

Nie jest to jednak swobodna deklamacja, wszystkie zdania i słowa są precyzyjnie rytmicznie zapisane – coś w rodzaju Sprechgesang. 90% tekstu to język hiszpański – dramat Garcíi. Pozostałe 10% to fragmenty z Szekspira po angielsku. O pomoc w adaptacji poprosiłem Piotra Gruszczyńskiego, dramaturga Nowego Teatru. Mamy pięcioro solistów – Leara, Błazna i trzy córki, podstawowy skład Ensemble Modern, będzie też elektronika[3]Utwór, choć zapisany w partyturze z wielką dokładnością, określający długość trwania każdej głoski wypowiadanej przez solistów, czysto muzycznych dźwięków zawiera niewiele. Dyskretnie towarzyszący solistom zespół instrumentalny tworzy tło dla wypowiadanych, a czasem tylko śpiewanych partii solistów.

Króla Lear Mykietyna na Festiwalu Sacrum Profanum:

http://ninateka.pl/film/pawel-mykietyn-sacrum-profanum-2012

Klasyczne gatunki – reinterpretacja

Gra z muzyczną przeszłością, świadoma czy też podświadoma, w twórczości Pawła Mykietyna wciąż trwa. Kiedy w 2007 roku zaprezentował na Warszawskiej Jesieni swój pierwszy utwór zatytułowany – jak na dużą kompozycję orkiestrową przystało – symfonią, postanowił jej nadać nr 2, choć pierwszej nigdy nie napisał. To jedna z najpoważniejszych muzycznych wypowiedzi Mykietyna, pozbawiona tekstu, czy pozamuzycznych wskazówek interpretacyjnych, znakomicie wykorzystująca wielką orkiestrę symfoniczną, jako narzędzie do tworzenia autonomicznej opowieści, przynależnej do wielkiej tradycji filharmonicznej. Ale II Symfonia – za którą kompozytor otrzymał nagrodę Mediów Publicznych Opus – nie otwiera katalogu poważnych dzieł symfonicznych, bo już skomponowana 4 lata później III Symfonia – wytrąca słuchacza z filharmonicznej równowagi. Jakby kompozytor chciał powiedzieć: tytuł nie świadczy o niczym. W 2011 roku na otwarcie prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej powstaje dzieło oparte na tekstach smsów, które pisał zaprzyjaźniony z kompozytorem aktor Mateusz Kościukiewicz. Punktem wyjścia dla utworu nie jest wielka idea, czy literatura, ale zapis obserwacji zwykłego, codziennego życia dużego miasta, w którym w metrze czasem woń współpasażerów może nam doskwierać. Tekst w formie melorecytacji, która może budzić dalekie skojarzenia z rapowaniem (partię wykonywała jak dotąd tylko Jadwiga Rappé) jest wsparty przez mięsistą partię orkiestry, która została zainspirowana muzyką rozrywkową. W pierwszym zamierzeniu, utwór miał nawiązywać do twórczości zespołu Radiohead, później jednak kompozytor odstąpił od tego pomysłu i postanowił przenieść na barki klasycznych muzyków – ciężar a może wręcz przeciwnie lekkość muzyki rozrywkowej. Kompozycja, budząca odległe skojarzenia z tym, co robił niegdyś Louis Andriessen, daleka jest od swojej poprzedniczki – II Symfonii. Nie pozwala też w żaden sposób przewidzieć, czym mogłaby się stać kolejna kompozycja tego gatunku.

III Symfonia: http://ninateka.pl/film/iii-symfonia-pawel-mykietyn-koncert

Mykietyn o III Symfonii

Ciekawym przykładem ponownie wytrącającym z bezpiecznej koncertowej równowagi jest Wax Music – utwór na woskowe wałki, który powstał w 2012 roku. W dobie cyfrowej rewolucji, telefonów, które pozwalają na kręcenie filmów i rejestrowanie dźwięku w bardzo przyzwoitej jakości, Paweł Mykietyn sięga po pierwszy nośnik dźwięku. Archaiczny wałek, który zużywa się przy każdy kolejnym wykonaniu. Pisze utwór, a może raczej tworzy performance, który prowokuje do myślenia o utracie, znikaniu, bezpowrotnym odchodzeniu utworu w niepamięć.            

Reportaż Cezarego Ciszewskiego:

http://ninateka.pl/film/wax-music-reportaz-cezarego-ciszewskiego

Najnowsza kompozycja Pawła Mykietyna czyli Koncert fletowy skomponowany dla Łukasza Długosza wydaje się idealnie wpisywać we współczesny nurt filharmoniczny. Utwór przeznaczony na instrument solowy z towarzyszeniem orkiestry to temat w twórczości Pawła Mykietyna nieporuszany od ponad dekady, trudno byłoby nie dopatrzeć się w nim analogii do dawnych utworów. Rytmiczna gra, w którą słuchacz jest wciągnięty od pierwszych taktów budzi skojarzenia z 3 dla 13. Konstrukcja utworu powstała w oparciu o matematyczne wyliczenia, ale ta warstwa dla słuchacza pozostaje ukryta. Ciekawe napięcia tworzą się między bardzo wirtuozowską i traktowaną z pełną powagą partią fletu i orkiestrą, która chwilami brzmi jak amerykański big-band z pierwszej połowy ubiegłego wieku, a więc nie do końca poważnie. Słowo koncert pochodzi wszak od włoskiego concertare co znaczy współzawodniczyć, ale w tym wypadku mamy nie tyle rywalizację, co dwa równoległe światy. Pełen filharmonicznej powagi i wykonawczego kunsztu flet i orkiestrę z wysuwającymi się na pierwszy plan instrumentami dętymi, które brzmią bardzo przewrotnie, jak u Ivesa sto lat wcześniej.

3 dla 13

Czy to jakiś nowy Paweł Mykietyn czy jednak ten sam od lat? Wzruszający nas, bez względu na użyte środki, prowokujący do myślenia, szukający… jak sam mówi piękna.

Każdy ma swoje sposoby pisania, celem muzyki jest stworzenie czegoś pięknego. Wybrałem taką metodę, bo mam taką naturę: z jednej strony jestem bardzo romantyczny, ale jeśli komponuję, nie potrafię pisać tak po prostu [...] nie jestem może tak radykalny, że każdy utwór opiera się na jakimś wzorze. Ostatecznym celem jest jednak piękno i przekaz – żeby muzyka wywarła jakiś efekt na słuchaczu, jakiś rodzaj emocji, wrażenie intelektualne[4]

autorka zdjęcia: Magda Hueckel

--------------------------

[1] Fragment wywiadu z Pawłem Mykietynem przeprowadzonym na potrzeby pracy magisterskiej Agaty Kwiecińskiej, tekst niepublikowany.

[2] Sześć kilogramów muzyki. Kompozytor na wakacjach – Paweł Mykietyn, rozmawia: Agata Kwiecińska w: Muzyka w Mieście 7/2012.

[3] Ibidem.

[4] E. Szczecińska, J. Topolski wywiad: Paweł Mykietyn, w: "Glissando", 18.02.2011.

Tekst: Agata Kwiecińska

Zobacz inne artykuły w kategorii Kompozytorzy 70'-80' »

Przeczytaj również

Patroni medialni
Partnerzy
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.