Dariusz Przybylski

RECEPCJA

dariusz-przybylski

Twórczość multiperkusyjna zajmuje ważne miejsce w dorobku artystycznym Dariusza Przybylskiego – utwory tego gatunku stanowią jeden z filarów jego artystycznej działalności. Forma owych dzieł oscyluje najczęściej wokół multiperkusyjnego teatru instrumentalnego oraz misterium scenicznego, łączącego naturalne brzmienia instrumentów z brzmieniem zmodyfikowanym komputerowo, z projekcją wizualizacji, z pokazem świetlnym. […] Pozornie wykluczające się opozycje: pierwotność (perkusja jako najstarsza grupa instrumentów) – nowoczesność (syntetyczne metody przetwarzania dźwięku), sakralność (wyrażona przez fragment chorału gregoriańskiego emitowanego z „taśmy”) – obrazoburstwo (wymienianie imion piekielnych władców), współistnieją ze sobą w jednej przestrzeni muzycznej, tworząc demoniczne misterium, swoistą walkę nadprzyrodzonych sił o ludzką duszę.

Leszek Lorent

 

Akordeon pełni w nim (Koncercie akordeonowym) rolę zasadniczą i przyciąga uwagę nie tylko wirtuozerią, lecz także szczególną jakością brzmienia, które narasta powoli, wzbogacone o odgłosy „powietrznego” mechanizmu instrumentu. Wielka orkiestra dodaje do tej partii tło i komentarz, bardzo bogaty i zróżnicowany fakturalnie.

Ewa Schreiber

Nie ulega jednak wątpliwości, że dwudziestopięcioletni kompozytor „mówi własnym głosem”, a jego indywidualny styl stopniowo się krystalizuje. Jest może jeszcze zbyt wcześnie, by formułować charakterystykę tego stylu, nie sposób jednak nie wspomnieć o zamiłowaniu Przybylskiego do przebiegów motorycznych, o słabości do mrocznych brzmień i nastrojów, o chętnym łączeniu instrumentów lub głosów w kontrastujące bloki (skłonność częsta u kompozytorów-organistów, do których Przybylski się zalicza). Wszystko wskazuje na to, że wymienione cechy pogłębią się w toku jego ewolucji twórczej.

Marcin Krajewski

 

Jego muzyka jest jak dobry kryminał: prosto, acz inteligentnie skonstruowana, wartka, elokwentna i pełna chwytliwych, acz nie banalnych zagrywek. Oczywiście niemal każdy utwór rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie nieustannie rośnie. Do tej wyrafinowanej rozrywki zaprzęga Przybylski – z imponującą wprawą i wyczuciem – wszelkie dostępne sobie środki: od ulubionej, hipnotycznej pulsacji i prawdziwie filmowych kulminacji przez „rytualne”, nieregularne rytmicznie pochody molowych akordów rodem z teatralnej muzyki Zygmunta Koniecznego aż po czystą sonorystykę i bruitystyczne, usterkowe deformacje. Ale gdy zechce, potrafi również napisać solową partię skrzypiec o prawdziwie romantycznym rozmachu, choć utkaną z kilku zaledwie sugestywnych motywów („Òneiros”). Klasycyzm Przybylskiego jest więc muzyką „końca historii”, w której nic nowego nie sposób już powiedzieć, zaś sztuka staje się inteligentną zabawą. Podobna postawa przyniosła międzynarodową sławę m.in. Amerykaninowi Johnowi Adamsowi oraz Estończykowi Erkkiemu-Svenowi Tüürowi.

Michał Mendyk

 

Pożądaną odmianę [w stosunku do Óneiros – przyp. red.] przynosi Orchesterstück Nr. 2. Utwór pochodzi z tego samego roku (2009), co Óneiros, ale nastrój i wyraz są tu zupełnie inne. Tytuł być może nawiązuje do Drei Orchesterstücke op. 6 Berga, jako że w kompozycji Przybylskiego czuje się prawdziwie Bergowski gest, klimat, rozmach, swobodę, ekspresję, a materia dźwiękowa ma odpowiednią gęstość i nasycenie. Te cechy miło zaskakują, świadczą bowiem o sięgnięciu poza dość przewidywalne, zwłaszcza na polskim gruncie, źródła inspiracji. Rezultat wycieczki w stronę rzadziej odwiedzanych kulturowych obszarów jest dźwiękowo bogaty, nasycony emocjami i niebanalny. Można przypuszczać, choć jeszcze nie znam muzyki Przybylskiego zbyt dobrze, że rację ma Marcin Krajewski, który w komentarzu do płyty pisze, że kompozytor jest "urodzonym symfonikiem.

Krzysztof Kwiatkowski

 

Wśród kompozycji nowych w pamięci zostały mi dwa utwory z dorobku najmłodszego pokolenia: Orchesterstück Nr 2 Dariusza Przybylskiego oraz Stud(n)ia Zofii Dowgiałło. Pierwszy, masywny w brzmieniu, zdradza wpływy Krzysztofa Meyera i Wolfganga Rihma (u których kompozytor studiował), jest wszakże przykładem znakomitego warsztatu kompozytorskiego, zwłaszcza w zakresie dysponowania orkiestrą, co zdecydowało o klarowności i wyrazistości przebiegu muzycznego.

Beata Bolesławska-Lewandowska

 

Swoistą reakcją na Xenakisa okazał się Apollo Dariusza Przybylskiego - ucznia m.in. Wolfganga Rihma, jednego z najciekawszych młodych polskich kompozytorów. W swojej muzyce Przybylski nawiązuje do impresjonizmu, ekspresjonizmu, ale także neoklasycyzmu, pastiszu i niemieckiej "nowej rzeczowości". Doskonała dramaturgicznie, nie pozbawiona szerokiego gestu muzyka Przybylskiego, wypływająca z właściwości głosu i instrumentu, to zawsze frapujące zadanie dla wykonawcy. W kapitalnie pomyślanym utworze, opartym na 34. Sonecie Petrarki, ścierają się ze sobą dwie warstwy. Podczas gdy baryton śpiewa tekst sonetu po włosku, prowadząc szlachetną, modalną melodię, w partii perkusji słyszymy jej kontur zaznaczony punktualistycznie, wsparty okrzykami perkusisty, wydawanymi w ważniejszych momentach wiersza.

Michał Klubiński

 

Prawdziwą zmysłową przyjemność sprawił mi Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Dariusza Przybylskiego w wykonaniu NOSPR z solistką Magdaleną Bojanowicz. Kompozytor stworzył muzykę orkiestrową operującą tradycyjnymi środkami wykonawczymi, spójną, retoryczną, emocjonalną, przejrzystą formalnie. Bardzo harmonijnie współgrała z nią partia solowa Magdaleny Bojanowicz, która lirycznie - bez wirtuozowskiego gwiazdorzenia - dopełniła brzmienie orkiestry. W utworze Przybylskiego nie było słychać obcych wpływów, kompozytor zrealizował swoje klasycyzujące pomysły w całkowicie oryginalny sposób. Muzyka nie pobrzmiewała ani Strawińskim, ani Szostakowiczem, miała za to w sobie coś z Haydnowskiego piękna: grę ze słuchaczem i zabawę dźwiękiem.

Krzysztof B. Marciniak

 

W jego Pasji nie ma żonglowania muzycznymi symbolami. Utwór przykuwa uwagę monolitycznością, precyzją techniki, zmysłowością rozwiązań kolorystyczno-harmonicznych. Jako uczeń Wolfganga Rihma i wielbiciel György Ligetiego, Przybylski różnicuje faktury, przechodząc od nasyconych bloków akordowych do mikropolifonii, od śpiewu przez deklamację i rytmiczne eksklamacje aż do szeptu. Imponuje własną harmonią, niezwykle zmienną, opartą często na dyskretnych aluzjach tonalnych, ale także dysonansową, cierpką.

Michał Klubiński



Foto: Logan Wu, New York

Tekst: Maria Peryt

Zobacz inne artykuły w kategorii Kompozytorzy 70'-80' »

Przeczytaj również

Patroni medialni
Partnerzy
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.